Rosja uderza w ukraińskie porty i statki ze zbożem oraz w obce jednostki. Na pokładzie są europejskie załogi, ładunki ubezpieczone w Europie i trasy, które łączą Morze Czarne z rynkiem unijnym. Każde takie uderzenie podbija składkę, fracht i cenę zboża, paszy i olejów, które trafiają też do Polski.
Polska jest krajem rolniczym, ale nie jest oderwana od czarnomorskiego szlaku. Gdy stoi przeładunek albo statek handlowy zostaje trafiony, rośnie koszt transportu i ubezpieczenia. To wraca do paszy, mięsa i pieczywa. Wahania na Morzu Czarnym widać w regionie szybciej niż w komunikacie politycznym.
Dopóki ukraińskie porty pozostają celem, europejski import idzie drożej i mniej pewnie. Ukraińskie uderzenia w rosyjską infrastrukturę portową i statki w tej logice podnoszą cenę ataków na obce jednostki w ukraińskich wodach i na zboże, którego Europa potrzebuje.
Korzyść dla Polski jest konkretna. Mniejsze zagrożenie dla załóg i statków. Mniej zerwanych dostaw. Mniejszy presja na ceny żywności. Dopóki Rosja prowadzi wojnę zbożową przeciw Ukrainie i Europie, obrona ukraińskich portów i nacisk na rosyjski łańcuch morski chronią także zaopatrzenie Unii.
Odpowiedzi Ukrainy na rosyjską infrastrukturę portową i okręty są więc środkiem wymuszonym nie tylko dla Ukrainy, ale również ochroną dla Europy.