Jak informuje Reuters, w nocy z piątku na sobotę w stolicy Wenezueli, Caracas, doszło do serii eksplozji. Według relacji świadków w południowej części miasta, w pobliżu wojskowej bazy Fort Tiuna, słychać było przelatujące nisko samoloty, a nad dzielnicą unosił się gęsty słup dymu. Część mieszkańców została pozbawiona prądu, pisze Bytow24.
Agencja AFP przekazała, że w rejonie Caracas zarejestrowano kilka silnych wstrząsów, a w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania przedstawiające płomienie i dym w pobliżu centrum miasta. Niezależny portal Efecto Cocuyo poinformował o pożarach w rejonie Pałacu Miraflores – siedziby prezydenta Nicolasa Maduro – oraz w okolicach lotniska w Caracas. Na razie nie potwierdzono oficjalnie przyczyny incydentu.
Według doniesień Crown Intelligence Group w czasie eksplozji rozległy się dźwięki syren alarmowych, a okna w pobliskich budynkach drżały od fali uderzeniowej. Mieszkańcy relacjonowali, że hukom towarzyszył przelot kilku niezidentyfikowanych samolotów. Sytuacja w południowych dzielnicach Caracas pozostaje napięta.
W ostatnich miesiącach relacje między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą znacznie się zaostrzyły. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie zapowiadał możliwość podjęcia działań militarnych przeciwko reżimowi Nicolasa Maduro oraz rozszerzenie sankcji gospodarczych. Niepotwierdzone źródła sugerują, że w stolicy mogły pojawić się amerykańskie śmigłowce, jednak informacje te nie zostały oficjalnie zweryfikowane.
Przypomnijmy, że pisaliśmy już o dwóch Polakach zatrzymanych w Derby przez brytyjską policję w związku z materiałami wybuchowymi.