Nocna ewakuacja schroniska Happy Dog w Sobolewie. Zdjęcie - PAP/Paweł Supernak.

Nocna ewakuacja schroniska Happy Dog w Sobolewie: chaos, emocje i zarzuty wobec służb

Ewakuacja w Sobolewie trwała całą noc, setki osób walczyły o życie psów, a chaos na miejscu ujawnił braki w systemie ochrony zwierząt.

W Sobolewie (woj. mazowieckie) trwała dramatyczna ewakuacja zwierząt ze schroniska „Happy Dog”, które decyzją Powiatowego Lekarza Weterynarii zostało zamknięte w sobotę wieczorem. Akcja rozpoczęła się po protestach obrońców zwierząt i trwała do późnych godzin nocnych. Na miejscu pojawiły się organizacje prozwierzęce oraz mieszkańcy, którzy starali się ratować psy z fatalnych warunków, pisze Bytow24, powołując się na Onet Wiadomości.

Ewakuacja miała przebiegać pod nadzorem służb, jednak według relacji uczestników wydarzenia, na miejscu zapanował chaos. Część psów była przekazywana bez formalnych procedur, a niektóre osoby prywatne zabierały zwierzęta na własną rękę. W mediach społecznościowych rozpoczęto akcję identyfikacji czworonogów, a organizacje uczestniczące w ewakuacji zarzuciły policji bierność.

Ewakuacja trwała całą noc

Po decyzji o zamknięciu schroniska około godziny 15:00 rozpoczęła się akcja ratunkowa. Zwierzęta przewożono do innych placówek lub przekazywano osobom, które zgłosiły gotowość adopcji. Z każdą godziną na miejscu przybywało wolontariuszy i przedstawicieli fundacji zajmujących się ochroną zwierząt.

W nocy Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt „Animals” z Warszawy opublikowało emocjonalny wpis, opisując sytuację w Sobolewie.

Jest chwilę przed 4 nad ranem, a my wciąż walczymy. Jesteśmy w klinice z psami, które wspólnie z organizacjami prozwierzęcymi udało się wyrwać z piekła Sobolewa. Zmęczenie nie ma znaczenia — najważniejsze, że te skrzywdzone zwierzaki są już bezpieczne i pod opieką specjalistów.

Dzięki pomocy fundacji i wolontariuszy udało się zabezpieczyć kilkadziesiąt psów. Część z nich trafiła do klinik weterynaryjnych, inne przewieziono do schronisk w różnych częściach kraju.

Zarzuty wobec policji i służb

W trakcie ewakuacji pojawiły się liczne skargi dotyczące braku koordynacji działań. Wolontariusze i przedstawiciele fundacji twierdzą, że na miejscu nie pojawiły się odpowiednie służby państwowe, które powinny nadzorować przebieg akcji.

Małgorzata Rozenek-Majdan, obecna w Sobolewie, opisała w mediach społecznościowych swoje doświadczenia, wskazując na chaos i brak wsparcia ze strony policji. W ewakuacji uczestniczyły organizacje takie jak Fundacja dla Szczeniąt Judyta, DIOZ, OTOZ Animals oraz Pogotowie dla Zwierząt.

4.49 wyjeżdżamy z Sobolewa. Cały bus psiaków. Chłopaki zostali. Nierówna walka trwa, bo to, co nam przyszło przeżyć, jakie upokorzenia ze strony wójta, Policji, kobiet z gminy, to jeszcze przy żadnej interwencji nic takiego nas nie spotkało. A zamykaliśmy Radysy na 1200 psów.

Słowa te potwierdzają relacje innych uczestników, którzy również opisywali napiętą atmosferę, brak światła i niejasne działania lokalnych urzędników.

Chaos i trudne pytania po ewakuacji schroniska Happy Dog

Po zakończeniu nocnej akcji organizacje wciąż próbują ustalić, gdzie trafiły wszystkie zwierzęta. Niektóre psy zabrano bez dokumentów i chipów, a ich identyfikacja trwa. W mediach społecznościowych pojawiły się apele o pomoc w odnajdywaniu właścicieli i weryfikowaniu danych.

Właściciel schroniska, Marian Drewnik, już osiem lat temu usłyszał zarzuty o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura zarzuca mu trzymanie psów w ciasnych kojcach, stosowanie przemocy i niedostarczanie im odpowiedniego pożywienia. Mimo to do dziś nie zapadł prawomocny wyrok.

Organizacje uczestniczące w ewakuacji:

  • Fundacja dla Szczeniąt Judyta
  • DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
  • OTOZ Animals Inspektorat Warszawa
  • Pogotowie dla Zwierząt

Przypomnijmy, że pisaliśmy już o reakcji Donalda Tuska na sytuację w Sobolewie, gdy premier zapowiedział brak taryfy ulgowej wobec osób znęcających się nad zwierzętami.

Udostępnij