Richard Linklater/Zoey Deutch. Zdjęcie - Cultured

Richard Linklater i Zoey Deutch o odrodzeniu francuskiej Nowej Fali w filmie „Nouvelle Vague”

Nowa interpretacja Nowej Fali pokazuje, że historia kina to nie przeszłość, lecz wieczny dialog między pokoleniami i sztuką obrazu.

Reżyser Richard Linklater i aktorka Zoey Deutch w swoim najnowszym filmie „Nouvelle Vague” ożywiają ducha francuskiego kina lat 60. Inspiracją stał się legendarny obraz „Do utraty tchu” Jean-Luca Godarda, który zapoczątkował Nową Falę. Materiał ukazał się na Cultured Mag, pisze Bytow24.

Linklater, znany z zamiłowania do eksperymentów narracyjnych, tym razem postanowił oddać hołd Godardowi i jego buntowniczemu podejściu do kina. Film śledzi proces powstawania kultowego „Do utraty tchu”, ale również tworzy metaforyczny most między epokami — pokazując, jak reżyserzy różnych pokoleń mogą rozmawiać językiem obrazu, przekraczając czas i konwencje.

Nowa Fala jako źródło wolności twórczej

Linklater podkreśla, że Godard był jednym z tych artystów, którzy łamali wszelkie zasady kina. Zrealizował film w 23 dni, bez pozwoleń, planu i ograniczeń. Właśnie ten anarchiczny duch zainspirował twórców „Nouvelle Vague”, którzy postanowili oddać hołd idei, że kino to przede wszystkim wolność.

– Najlepszym sposobem na krytykę filmu jest nakręcenie własnego – mówi w filmie bohater grany przez Guillaume’a Marbecka, cytując słowa samego Godarda. Linklater rozwija tę myśl, pokazując, że odwaga twórcza jest ponadczasowa, niezależna od epoki i technologii.

Zoey Deutch jako Jean Seberg

W filmie Deutch wciela się w Jean Seberg – ikonę francuskiego kina, która symbolizowała kobiecą niezależność i styl Nowej Fali. Aktorka przyznaje, że praca nad rolą była ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza ze względu na język francuski i charakterystyczną fizyczność Seberg.

– To było jak marzenie aktorki, ale też najtrudniejsze zadanie w mojej karierze. Miałam wrażenie, że muszę nauczyć się innego sposobu bycia – wspomina Zoey Deutch.

Na planie „Nouvelle Vague”

Zdjęcia do filmu realizowano we Francji, w atmosferze surowego realizmu. Pogoda nie sprzyjała – mimo scenariuszowego lata, na planie panował chłód i deszcz. Linklater opowiada, że to właśnie te niedogodności nadały filmowi autentyczności i wprowadziły element chaosu, charakterystyczny dla Nowej Fali.

– Czułem się, jakbym uczestniczył w artystycznym eksperymencie. To nie był film produkowany przez system, tylko przez pasję – mówi reżyser.

Godard i Linklater – dwa światy, jedna idea

Choć dzieli ich pokolenie, obu reżyserów łączy przekonanie, że kino żyje tylko wtedy, gdy podważa własne zasady. Linklater w rozmowie broni Godarda, nazywając go „człowiekiem o wielkiej inteligencji i krytycznym umyśle, który nie zawsze potrafił komunikować emocje, ale zawsze rozumiał sztukę”.

– Widziałem w nim krytyka natury, człowieka analizującego wszystko, nawet własne uczucia – przyznaje Linklater. – W naszym filmie chciałem pokazać jego człowieczeństwo, nie tylko geniusz.

Emocje i pamięć

Film jest nie tylko biograficzną rekonstrukcją, ale także refleksją nad przemijaniem i dziedzictwem artystycznym. Linklater opisuje scenę, w której Zoey Deutch po raz pierwszy pojawia się jako Seberg, jako moment magiczny.

– Kiedy usłyszałem jej pierwszy dialog, miałem wrażenie, że Jean Seberg gdzieś się uśmiecha – mówi reżyser. – W tym filmie wszyscy nieżyjący bohaterowie powrócili na chwilę do życia.

Przypomnijmy, że pisaliśmy już o tym, co Guy Ritchie zaprezentował nowy serial o młodym Sherlocku Holmesie dla Prime Video.

Udostępnij