Ambulance. Zdjęcie - AD

Tragiczny błąd karetki pod Bytowem i dramat pięciu kilometrów

Tragiczne pięć kilometrów pod Bytowem pokazało, jak systemowe błędy mogą doprowadzić do granicy ludzkiego życia.

Jak poinformował iBytow.pl, dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Sierznie, gdzie mężczyzna bezskutecznie czekał na karetkę do ciężko chorej żony. Ambulans z Lipnicy pomylił trasę i dotarł na miejsce z opóźnieniem, które mogło kosztować życie pacjentki. Sprawa trafiła do urzędników, pisze Bytow24

Według relacji rodziny kobieta, świeżo po operacji nowotworu, zaczęła wymiotować krwią. Pierwsze wezwanie karetki miało miejsce o 11:19, jednak pomoc przyjechała dopiero po 12:20. W tym czasie każda minuta stawała się walką o życie, a zaledwie pięć kilometrów do szpitala zamieniło się w dramatyczny dystans.

Walka o życie w cieniu chaosu i opóźnień

Mąż chorej kobiety opisał dramatyczne chwile, które rozegrały się w jego domu. Mimo natychmiastowego wezwania pomocy, czas oczekiwania wydłużał się z każdą minutą.

„Pierwszy telefon wykonałem o godzinie 11:19. Dyspozytor poinformował, że karetka przyjedzie do mojej żony, która wymiotowała krwią. Cały zlew był nią zalany. Wiadomo, jak czas bardzo się dłuży, gdy oczekuje się na pomoc dla ukochanej osoby.”

Jego córka, która przebywała w Bytowie, zauważyła pod szpitalem trzy wolne ambulanse. Pomoc, zamiast z miasta, wysłano jednak z odległej Lipnicy. Gdy ratownicy w końcu dotarli do Sierzna, emocje sięgnęły zenitu.

Decyzja o transporcie i dramatyczna walka w szpitalu

Ratownicy chcieli przewieźć pacjentkę do Bytowa, ale mąż stanowczo odmówił. Wiedział, że tylko szpital w Kościerzynie dysponuje odpowiednim sprzętem. Po krótkiej wymianie zdań kobieta została tam przewieziona, a godzinę później trafiła na stół operacyjny. Lekarze przyznali, że przyjazd opóźnił się o kilkanaście minut, które mogły zdecydować o jej życiu.

„To jest absurd. Budują obiekty za 20 milionów złotych, a nie potrafią karetki wysłać do chorej osoby. Tu nic nie działa, jest tylko jedna wielka propaganda.”

Władze wojewódzkie tłumaczą, że sytuacja była wyjątkowo skomplikowana logistycznie. Jedna karetka była już w akcji, a druga została przekierowana do innego wezwania.

Urzędnicy tłumaczą się z pomyłki i zapowiadają kontrolę

Biuro prasowe Wojewody Pomorskiej potwierdziło, że zespół z Lipnicy pomylił drogę, co znacząco wydłużyło czas dojazdu.

„O fakcie pomyłki w dojeździe powiadomiono kierowcę ZRM, wskazując mu poprawną trasę dojazdu.”

Według urzędników, karetki stojące pod szpitalem były pojazdami rezerwowymi, nieuprawnionymi do działań w systemie ratownictwa medycznego. Mieszkaniec Sierzna zapowiedział jednak, że złoży oficjalną skargę i domaga się ukarania winnych.

Przypomnijmy, że pisaliśmy już o tym, gdzie w Bytowie można najszybciej dostać się do dentysty w ramach NFZ

Udostępnij